Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 213 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Witam serdecznie wszystkich kochających koty, a szczególnie koty rasy Cornish Rex...

Kategorie
KiciKiciMiau.pl - Hodowla kotów rasy Cornish Rex

Sylwestrowy dzień

czwartek, 31 grudnia 2009 14:45
Noc, na szczęście minęła nam bez żadnych kocich uciekinierskich inklinacji. Dwa maluszki grzecznie spały w swoim kojcu. Ale z samego rana Mała Kwiecista Panna postanowiła sprawdzić, czy jeszcze pamięta, to czego nauczyła się wczoraj .  Oczywiście bezbłędnie wdrapała się na przegrodę i przeskoczyła ją bezproblemowo. Myk powtórzyła jeszcze kilka razy, ku naszej radości, bo przecież musieliśmy zobaczyć, jak ona to robi...

Maluchy coraz chętniej jedzą stałe posiłki, z tym, ze każde z nich preferuje inny. Bandito raczej rozsmakował się w mięciutkich rozmemładych kocich żarełakch, a nasza Bella Ciao, ku mojemu zaskoczeniu, zasmakowała w chrupkach, bez rozmoczenia. Podałam jej tak na wypróbowanie suchą karmę, bo wczoraj rozmawiałam z koleżanką, której jedna z kotek tak właśnie rozpoczynała przygodę z dorosłym jedzeniem. I faktycznie okazało się, że nasza dziewczynka też woli chrupać. Jakie wartościowe są kontakty między hodowcami!

Przed nami noc Sylwestrowa... Nasi najbliżsi znajomi wybierają się na małe potańcówki i inne takie. A my grzecznie z kocimi futerkami wypijemy szampana...O, nie! Zapomniałam kupić szampana!
Ale naszym znajomym , tym, co czytają mojego blooga i wszystkim kochającym koty
życzę udanej zabawy!

Wypuściłam maluchy z kojca na długi spacer po mieszkaniu. Bardzo im się podoba przestrzeń, jaka widzą przed sobą. Dla nich to przestrzeń, a tak naprawdę mamy małe mieszkanie. Niektórzy pytają, czy nam nie ciasno z kotami, a ja wtedy odpowiadam, że zazwyczaj  kocich miejsc nie zajmuję. Bo przecież nie śpię na dekoderze, nie wyleguję się na monitorze. Nie zwiedzam też często górnych półek., no chyba, że  przed świętami, jak wymiatam „koty”, albo w sklepie, gdy kupuję lepsze towary...;-)
Koty i ludzie żyją w symbiozie, ich drogi, mimo, że się przecinają, raczej na siebie nie nachodzą...



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

... i owszem.

środa, 30 grudnia 2009 22:29
Wydawało się, że Bandito pierwszy wykona skok do nowego świata, a jednak wyprzedziła go dzisiaj rano Bella Ciao. Bez żadnego aj, waj wspięła się na łapkach, zaczepiła pazurkami o nie wiem co, bo materia śliska i przeskoczyła. Całe przedsięwzięcie zabrało jej, nie wiem, czy trzy sekundy. Kiedy zasmakowała w tym procederze, przeskakiwała za każdym razem, kiedy była wkładana do kojca. A żeby pokazać swoją wyższość bratu, zaczepiała go pazurkiem. Ten trochę się denerwował, pewnie z zazdrości, chwycił ja ząbkami na tyle boleśnie, że przeskakiwała jeszcze sprawniej i chętniej! Skubana...czyżby ADHD?
Darek już zrobił tymczasowe zabezpieczenie, które na razie się sprawdza...


Sidney kiedy wykarmi swoje maleństwa, szuka kontaktu z synkiem i synową. Ponieważ czarne wylegują się w swojej debeściarskiej budce, Królowa do nich chętnie dołącza. Kiedy jest razem z nimi jest szczęśliwa, wylizuje je jakby były jej maleństwami. Artisto, kiedy mamusia czyści mu uszki  wyraźnie jest w siódmym niebie, podaje raz jedno wielkie uszko raz drugie i robi najbardziej błogą minę na świecie, a przy tym tak wygląda, jakby zupełnie to nie o niego chodziło. Mała Czarna, kiedy Sidney wchodzi do budki, nie wykazuje entuzjazmu. Warczy ostrzegawczo, że oto teściowa weszła na jej teren. Nie nawiązuje też z Królową kontaktu wzrokowego i raczej całe ciałko zorientowane jest na oddalenie się. Nie robi tego jednak, by nie okazywać słabości. Istna cioteczka- koteczka Jilly!
Za to dla dzieciaków cioteczka już jest OK. Przynajmniej  tak to wygląda na ten moment.

A maluchy to istna słodycz. Uwielbiam obserwować je podczas zabawy w kojcu. Bawią się zabaweczkami, zajęte sobą, ale gdy tylko zorientują się, że je podglądam, zaraz podchodzą do siateczki oddzielającej je od ludzkiego świata i wpatrują się we mnie tymi swoimi okrąglutki oczkami. No i zaczynają niemiłosiernie miauczeć, jakby działa im się największa krzywda na świecie. A dla mnie czytelne wtedy jest to, że wszelkie zabawy są fajne, zabaweczki- i owszem, ale człowiek, jego ciepło i delikatny dotyk, to jest to na co kot naprawdę czeka.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nocny Bandito

wtorek, 29 grudnia 2009 21:50
No i tyle, co napisałam, że kojec jest bezpieczny do momentu, kiedy kocięta nie zaczną kombinować. No i właśnie w tym momencie okazało się, że kociaki nauczyły się kombinować...Mały Bandito zaczął tak napinać swoje wątlutkie mięśnie, wspinać się i podciągać na śliskiej powierzchni zabezpieczenia, że o mały włos nie udało mu się wydostać z kojca. Miałam nadzieję, że to zabezpieczenie posłuży jeszcze dłuższy czas, a okazuje się, że teraz to my znowu musimy kombinować, jak zrobić wejście, by Sidney miała wolny dostęp do środka, a kocięta nie wydostały się na zewnątrz...

I dlaczego takie niespodzianki zawsze pojawiają się na późnym wieczorem?!
;-(

Mój dogorywający mąż stwierdził, że folię należy podnieść trochę wyżej...Po prostu.
...
Tylko kto to zrobi, skoro on dogorywa ??
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bąblandia

wtorek, 29 grudnia 2009 15:05
Nasz kojec, przygotowany specjalnie dla małych kociaków, sprawdza się znakomicie. Musiałam dokonać kilku przeróbek, aby mógł jak najlepiej spełniać swoją funkcję. Zrobiłam te przeróbki już na wakacje, więc teraz było jak znalazł. Coś poprzycinałam, coś poprzyszywałam, podoszywałam zamki błyskawiczne, poraniłam palce, i kojec gotowy!
Teraz maluchy można bez problemu zamknąć w dużym kojcu, bez obawy, że zawieruszą się gdzieś pod meblami wśród innych „kotów”. Sidney ma z boku zrobione wejście, które jest zabezpieczone przezroczystą folią, co uniemożliwia małym łapkom uzbrojonym nawet w pazurki, wdrapać się na górę i przeskoczyć przeszkodę. Oczywiście wszystkie zabezpieczenia są bezpieczne do momentu, gdy kociaki nie podrosną, nie nabiorą siły i nie zaczną kombinować.

Maluszki niedawno się obudziły po smacznej drzemce i dostały dorosłe jedzenie składające się z rozmoczonej w kocim mleczku suchej karmy. Bandito troszkę polizał, ale nie z talerzyka, a z łyżeczki, natomiast dziewczynce trzeba było troszkę jedzenia zaaplikować bezpośrednio do pyszczka...
O ile sobie przypominam, to chłopaki „A” jadły, aż im się wielkie uszyska trzęsły. Ale być może na razie tej małej dwójeczce starcza tyle pożywienia, ile jest w stanie wyprodukować mleczarenka, a szóstka, gdy skończyła 4 tygodnie, mogła być po prostu bardziej głodna.
Nasze dwa B-obki ładnie przybierają, więc nie ma się czym martwić...

/No, ale dlaczego nie jedzą? , może im nie smakuje?, jakie puszeczki kupić?, czy kurczaczka, czy indyczka?, a może hillsa?, a może lepiej almo?- jedno jest pewne, człowiek zawsze znajdzie sobie powody do zmartwienia...;-)/

Cioteczka- koteczka Jilly /kto zna Powrót do edenu, wie o co chodzi/ jest coraz bardziej śmiała w kontaktach z maluszkami. Obserwuje, podchodzi, wącha, ale w każdej chwili gotowa prychnąć i pacnąć łapką. Taka trochę wredota, ale o pozytywnych inklinacjach..

Bella Ciao i Bandito uwielbiają bawić się w kojcu, ale też czekają, by wypuścić je do wielkiego świata. Tym wielkim światem na razie jest łóżko, w którym dogorywa mój chory mąż, a one brykają rozradowane. Mogą podrapać w prześcieradło, pobawić się w chowanego wśród pościeli, albo spróbować z niego spaść. Oczywiście na razie bez powodzenia, bo czuwamy nad tą bąblandią ...
Poza tym cioteczka- koteczka Jilly była w pobliżu 0:-).

/z uwagi na chorobę Darka, na razie nie będę wklejała nowych zdjęć, ponieważ nie potrafię ich odpowiednio pomniejszyć :-D/

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ogoneczek zgubiła...

poniedziałek, 28 grudnia 2009 19:00
Wspomniałam w poprzedniej notatce o ogonku naszej czarnej koteczki i postanowiłam opowiedzieć dzisiaj to zdarzenie.
Z ogonkiem małego wielkiego czarnego ADHD było tak...
Pewnego dnia, jak zwykle rano w domu wielka krzątanina i pośpiech. Przed samym wyjściem Marcjanka wzięła MC na ręce, żeby się z nią pożegnać. Jednak MC znana jest z tego, że nie lubi okazywać uczuć i wcale nie ma też zamiaru tęsknić, a już na pewno całować się na pożegnanie. To zupełnie nie w jej stylu. Dlatego wywinęła się z rąk Marci trochę, niefortunnie i zamiast wylądować na cztery łapy, wylądowała na cztery litery. Wtedy jednak jeszcze nic nie zapowiadało katastrofy.
Po kilku godzinach zadzwonił do mnie  mój mąż i zapytał czy wiem, co się stało z ogonkiem MC. Opowiedział mi, jaki przeżył szok, gdy zobaczył tę małą chudzinę, która wyszła z pokoju, a za nią ciągnął się jej długi śliczny ogonek. Przyglądnął się mu i zdiagnozował, że ok. 3 cm od pupki najprawdopodobniej jest złamany. A jak wiadomo, złamany ogon u kota, równa się amputacja. Kiedy maż mi opowiedział, jaki widok ukazał się jego oczom, wpadłam w straszną panikę, bezradność i  wściekłość
jednocześnie. Nie mogłam sobie darować, że taka piękna kotka, mogłaby zostać pozbawiona swojego największego atutu. Wiązałam z nią plany wystawowe, ponadto była moją wymarzoną kotką ze wspaniałej hodowli, o której kiedyś mogłam tylko marzyć. A teraz mam tę kociczkę i nie umiem jej dopilnować. Czułam się strasznie. Nie wiedziałam, jak mam powiedzieć o tym hodowczyni, od której została wzięta. Miałam okropne moralne wyrzuty sumienia...
Kiedy przyszłam z pracy pojechaliśmy z Mała Czarną do weterynarza do Opola zrobić rentgenowskie zdjęcie. Ku naszej przeogromnej radości okazało się, że ogonek nie jest złamany, tylko nadwerężony i dlatego tak smutno wisi. Lekarz zawinął ogon specjalnym oddychającym plastrem, a kiedy przyjechaliśmy do domu, Darek zadecydował, żeby jeszcze usztywnić go patyczkiem. Dopiero teraz, mogłam zadzwonić do Ani i opowiedzieć jej o wszystkim. Ale mimo szczęśliwego rozwiązania, bałam się tej rozmowy...
Długo trwało zanim ogonek wrócił do swojej dawnej urody, ale teraz nie ma nawet śladu po pechowym pożegnaniu.
Do dziś jednak nie wiem, czy stało się to kiedy Marci chciała się z nią pożegnać, czy raczej przez te wariacko szalone biegania po meblach, kanapach, pólkach, sufitach, karniszach (nie, sorry, karniszy nie mam..), które miały miejsce w poprzedzającą zdarzenie noc.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  38 433  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ulubione strony

Ulubione blogi

O moim bloogu

Blog poświęcony jest hodowli kotów cornish rex, Kici Kici Miau. Opowiada o tym, jak żyje się z kotami i wśród kotów ...

Lubię to