Niedzielny poranek rozpoczął się od deptania i wspinania się po moich plecach, które od tej pory noszą nazwę Rysy :))
Deptając mi po plecach i wchodząc na głowę- dosłownie- kociarnia daje do zrozumienia, że jest głodna,
a człowiek ma powstać bezzwłocznie i nakarmić! Kociarnia użyje się do tego celu wszelkich środków zaradczych, nawet tych drastycznych! i Użyła!
Po uzupełnieniu pustki w żołądeczkach, wszystkie koty, i duże i małe, idą na kolejną drzemkę.
I tu właśnie jest ta niesprawiedliwość! Kiedy ja już wstanę i się rozbudzę, nie wracam do łóżka,
a koteczki, korzystając z okazji, że dużo miejsca się zrobiło, wszystkie hyc pod kołderkę i dalej chrapanko!!
Oszsz, te koty!!
Dzisiaj kotki będę miały kolejną trudność do pokonania. Za chwilę założę klapki do kuwet i będę musiały nauczyć się otwierać drzwiczki.
Mam nadzieję, że pójdzie im to sprawnie, patrząc na postępy, jakie do tej pory zrobiły.
To wyjątkowo dojrzałe kocięta i wyjątkowo grzeczne.
Chociaż, jak żadne inne, uwielbiają wylizywać talerze.
Gonię towarzystwo stołowe, gonię, ale powracają, jak szarańcza, i w tempie tornado zmiatają wszystko, co na talerzykach pozostało...:))
Oszsz, te koty!
Favorito KKM
Fiu Fiu
Fantastica KKM
Figo Fago KKM
Który to już wspólny dzień z Filcowymi Kociaczkami?
Maluchy rosną, aż czasem trudno uwierzyć, że były takie malutkie, że ledwie zajmowaly moją dłoń...
Dziś to już prawdziwa kocia młodzież, która powoli przygotowuje się do dorosłego życia.
Kocięta są jakoś wyjątkowo grzeczne, co nie oznacza, że nie robią w domu kocich psot.
Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, nie ma Wielkiej Pardubickiej!!! Koty nie biegają, jak wściekłe po całym mieszkaniu, w nieznanym celu, byle szybciej i byle głośniej zrobić zakręt! Szkoda! Hahaha
Zwykle rano zostaję wybudzona przez moje dwa dorosłe koty: Artisto oraz Królową Matkę, czyli Sidney (on całuje mnie delikatnie w kąciki ust :))), ona oscentacyjnie przybliża swoją mordkę do mojej twarzy, tak, by dzieliły nas milimetry, i oddycha tym swoim przecudnym kocim oddechem:)) wtedy inne koty,
a wśród nich i maluszki wychodzą ze snu i z miejsc, w których spały. Część śpi ze mną w łóżku, a ja czuję się niczym szynka babuni obłożona dokoła kotami, jak zielem angielskim. Inne śpią w budkach na kredensie. Kiedy wyłażą senne z tych budek udają się w kierunku łóżka i skaczą bezpardonowo z kredensu prosto ma mnie, na moją głowę, na moją szyję, na mają twarz, jak te chomiczki wiedzione instynktem... Słychać tylko pacanie o pościel małych kocich ciałek, albo wrzask mój lub Darka, jeśli pacną na nas :))
Teraz rozbrykane kociaki biegają po śpiącym jeszcze jubilacie
, skaczą jak małe piłeczki ping pongowe i widać, że są radosne i szczęśliwe.
Są szczęśliwe, bo mają człowieka, u którego w każdej chwili mogą skryć sie w ramionach 
Wczoraj otrzymałam bardzo smutną wiadomość, że czarny kocurek Alfredo kilka miesiecy temu odszedł na zawsze od swoich właścicieli. Kot połknął w całości gumkę do mazania, która zaczopowała mu przewód pokarmowy. Po operacji okazało się, że przyczyną cieżkiego stanu zapalnego była właśnie gumka myszka (nomen omen). Ta wiadomość bardzo mnie poruszyła, zdaję sobie sprawę, jak bardzo cierpieli jego opiekunowie, gdy trzyletni kocur o cudownym charakterze opuścił ich na zawsze.
Pani Basia opowiadała mi wczoraj, jakim był wspaniałym i towarzyskim kotkiem. Obcy dziwili się, że jest taki ufny i przyjazny. Nawet inkasent mógł liczyć na lgo ciepłe powitanie...
Alfredo był od początku bardzo proludzki, lubiał siedzieć na kolanach i przyglądac się, jak jego pięciu braci szaleje. Miał bardzo wyważony i wrażliwy charakter. Ale jako pierwszy podczas zabawy nabił sobie guzy na głowie. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, jako, że był to nasz pierwszy miot, że kocięta, tak jak małe dzieci, napijają sobie guzy i bardzo martwiliśmy się, co też kociaczkowi się stało. Gdy po kilku dniach jedne guzy zeszły, a pojawiły się nowe, na innej główce, wszystko stało się jasne :)
Alfredo również wówczas jako pierwszy znalazł nowy dom i kochających właścicieli, którzy długo na niego czekali.
Pamiętam dzień, w którym przekazywaliśmy małego Ala w nowe ręce.. To było blisko trzy lata temu... Pamiętam bardzo dobrze to uczucie, towarzyszące rozstaniu z kimś kochanym. Czułam jakbym zdradziła Alfredo, jakbym nadużyła jego zaufanie... Długo nie mogłam sobie z tym ucziciem poradzić...
Nie zapomnę tego nigdy, bo to było pierwsze rozstanie z kotem z mojej hodowli...
Alfredo KKM*PL - dziś za Tęczowym Mostem...
Ale to jest wielka przestroga dla nas wszystkich, że trzeba być naprawdę bardzo przewidującym, myśleć za kota, zabierać mu z drogi wszelkie niebezpieczne przedmioty.
ALe wiem też, że i u mnie w domu walają się po podłodze jakieś małe, czasem niezydentyfikowane przedmioty, wygrzebane skądś przez koty. A to zakrętki od butelek, gumki do włosów i gumki do mazania...
Jedno jest pewne: trzeba być cholernie czujnym!
Fantastica Fanta KKM
Figo Fago Figoliński KKM
Fiu Fiu Fiufiurella KKM
Favorito Favorek KKM
Filcowate niegrzeczne :) kociaczki biegają po mieszkaniu od 7.30..
Owszem, gdyby nie były zamknięte w kocim przedszkolu, to biegałyby po nas już od 4 czy 5 rano..
Ale do tego nie można dopuścić, zwłaszcza w sobotę.. :)
Dziś mam trochę luźny dzień, bo Darek w pracy a Marcjanna na zawodach karate...
Więc chata wolna hahah!!
Mam jednak kilka rzemieśliczo- artystycznych spraw do wykonania: 3 broszki z filcu i firaneczki
w narodowych barwach do klatki na światową wystawę kotów do Poznania. Nudzić się zatem nie będę...:)
W tamtym tygodniu, w niedzielę, odwiedziła nas rodzina, u której będzie mieszkał Figoliński.
Co za wspaniali ludzie!
Ja i moje koty jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami!
Przyjechali z wieeelkim kartonem przepysznego ciasta i z prezenatmi dla kotów! Szaleństwo!
Ciasto znakomite, a kociaki latają z zabawkami, jak małe dzieci, dla których najważniejsze to,
co nowe :)
Dwie córki bliźniaczki zaskarbiły sobie miłość dwóch panów F, którzy nie schodzili im z kolan.
Dziewczynki nie mogły wstać, ani nie poczęstowały się kawałeczkiem ciasta, bojąc się spłoszyć pupilków.:)))
Najfajniejszy był pierwszy moment, kiedy rodzina zobaczyła Fifo Fago.
Byli bardzo zdumieni, że kociak jest taki malutki!
Benita orzekła, że robię z kotów monstra przedstawiając ich na fotografii w tak dużym zbliżeniu... Hahahahah!
Benita była przekonana, że kociaki są o wiele większe, a jej zdziwienie było niekłamane.
Ale było to zdziwienie na plus;, że to jednak jeszcze kruszynki )))))
Rzeczywiście, fotografując koty, często robię duże zbliżenia, bo takie zdjęcia wydają mi się bardziej nastrojowe i pozwalają odnosić wrażenie, że oglądający jest bardzo blisko kotka, prawie na wyciągniecie ręki, że w każdej chwili może go pocałować i przytulić...
Cieszę się, że mój Fogoliński jedzie do takiej przemiłej rodziny, w której wszyscy kochają koty .. i inne zwierzaki :)
Nocna godzina.
W pokoju, nikt oprócz Darka, nie śpi:)
Ja grzecznie siedzę przy komputerze, a kotki niegrzecznie szaleją po pokoju. W końcu dla kotów taka ciemna noc, to najlepsza pora na rozpoczęcie nocnego życia.
Muszę jednak przeczekać to "szaleństwo" i zagonić kociaki do zagródki, żeby w nocy nie rozpierzchały się po pokoju.
Wileka Pardubicka, jak sądzę, za kilka dni się rozpocznie i wtedy pożałuję tych niewinnych bieganin ośmiu małych ledwo dotykających podłogi, stópek- no, może nie stópek, ale łapek! :))
Przepraszam, ale strasznie chce mi się spaćććććć... Jutro napiszę o niedzielnym spotkaniu z Benitą i jej rodziną <3
sobota, 28 stycznia 2012
Licznik odwiedzin: 15 136
| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Dziennik naszej hodowli Kici Kici Miau*PL, czyli o tym, jak się żyje z kotami.